Artykuł Piotra Burasa, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” (16 czerwca 2026), analizuje stosunki polsko-niemieckie w 35. rocznicę traktatu z 1991 roku. Autor konstatuje, że polsko-niemiecki reset utknął w pół drogi, a oba kraje znalazły się w „punkcie zero” swoich polityk zagranicznych. Wskazuje na kryzys zaufania, nierozwiązane spory historyczne oraz wewnętrzne turbulencje polityczne jako przeszkodę w budowie głębszej współpracy, która jest kluczowa dla bezpieczeństwa Europy w obliczu wyzwań ze strony Rosji, Chin i niepewnego zaangażowania USA. Artykuł ten, choć napisany w duchu liberalnego geopolitycznego pragmatyzmu, stanowi zarówno diagnozę realiów politycznych, jak i – przez swoje pominięcia – świadectwo duchowej pustki, w jakiej funkcjonuje współczesna Europa, pozbawiona widmującego się Króla Chrystusa.
Geopolityczna diagnoza bez metafizycznego fundamentu
Piotr Buras, analityk European Council on Foreign Relations, przedstawia wnikliwą analizę polsko-niemieckiego „punktu zero”. Jego obserwacje dotyczące kryzysu niemieckiej polityki zagranicznej – upadku Ostpolitik, szoku trumpowskim, dylematu gazańskiego i chińskiego zagrożenia przemysłu – są rzetelnie udokumentowane i stanowią wartościowe źródło informacji o stanie umysłów w Berlinie. Podobnie jego diagnoza polskiej polityki zagranicznej – sparaliżowanej przez konflikt wewnętrzny, antyniemiecką retorykę prawicy i toksyczność tematu ukraińskiego – trafia w sedno problemu.
Jednakże cała ta analiza, mimo swojej faktograficznej rzetelności, jest prowadzona w próżni duchowej. Autor operuje wyłącznie kategoriami geopolitycznymi: interesem narodowym, bezpieczeństwem, sojuszami, równowagą sił. Język, wim którym pisze, jest językiem świeckich analityków, a nie chrześcijan rozważających losy narodów w świetle wiecznego planu zbawienia. Brak jakiejkolwiek refleksji nad tym, że prawdziwe bezpieczeństwo narodu nie polega na sojuszach z tym czy innym mocarstwem, lecz na wierności przykazaniom Bożym i uznaniu panowania Chrystusa Króla nad społeczeństwem. Pius XI w encyklice Quas Primas (1912) jednoznacznie stwierdzał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlatego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać”. Te słowa, wypowiedziane ponad sto lat temu, brzmią dziś z niebywałą aktualnością – i z niebywałym przemilczeniem w analizach takich jak ta.
„Punkt zero” jako konsekwencja apostazji
Autor artykułu poszukuje przyczyn kryzysu polsko-niemieckich relacji w czynnikach czysto naturalnych: sporach o reparacje, asymetrii sił, różnicach w podejściu do Rosji, politycznych kalkulacjach. Nie kwestionuje samego paradygmatu, w którym te relacje funkcjonują – paradygmatu świeckiego, liberalnego porządku, który od początku jest skazany na porażkę, ponieważ budowany jest bez Boga.
Niemieckie „punkty zero”, które wymienia Buras – kryzys relacji atlantyckich, upadek Ostpolitik, dylemat gazański, chiński szok gospodarczy – są nie tyle przyczynami, co owocami głębszego procesu: odstąpienia od Chrystusa i Jego prawa. Europa, która przez dziesięciolecia budowała swój dobrobyt na fundamencie chrześcijańskim, a następnie systematycznie usuwała tego Boga z przestrzeni publicznej, z prawa, z edukacji, z kultury, dziś zbiera gorzki plon swoich wyborów. „Co bowiem pożytku człowiekowi, jeśli świat cały pozyska, a na swej duszy szkodę poniesie?” (Mt 16, 26 Wlg).
To właśnie w tym kontekście należy odczytywać niemiecki „szok” po Trumpie. Berlin, który przez dekady budował swoją tożsamość na fundamencie postnarodowego, globalistycznego porządku, nagle odkrywa, że ten porządek nie ma stałych reguł, a jego gwarancja – Ameryka – może w każdej chwili zmienić zasady gry. Ale czyż nie jest to logiczną konsekwencją budowania na piasku? „A każdy, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, podobny będzie człowiekowi niemądremu, który dom swój zbudował na piasku” (Mt 7, 26 Wlg).
Polska między antyniemiecką papką a brakiem wizji
Buras trafnie diagnozuje polski problem: niemożność ułożenia konstruktywnej relacji z Niemcami wynika zarówno z niemieckiego poczucia wyższości, jak i z polskiej politycznej kultury, w której antyniemieckość stała się narzędziem mobilizacji wyborczej. Jego krytyka „wymachiwania straszakiem «Czwartej Rzeszy»” jest uzasadniona – ale jednocześnie pozostawia w cieniu drugą stronę medalu: polskie przywiązanie do suwerenności i tożsamości, choć często wyrażane w niedoskonałej formie, ma swoje korzenie w katolickiej tradycji, która czyni z narodu wspólnotę wiary, a nie tylko interesu.
Problem polega na tym, że ta tradycja jest dziś w Polsce równie zdeformowana jak w Niemczech. Polska prawica straszy Niemcami, ale nie oferuje pozytywnej wizji opartej na katolickiej nauce społecznej. Polska lewica (w tym obecny rząd Tuska) deklaruje „powrót do Europy”, ale pod tym rozumie liberalny, świecki porządek, który jest równie obcy prawdziwemu katolicyzmowi jak putinowska Rosja. „Nie może nikt służyć dwom panom” (Mt 6, 24 Wlg) – nie można jednocześnie służyć Chrystusowi Królowi i świeckiej Europie, która odrzuciła Jego panowanie.
Ukraina jako przedmiot, nie podmiot polityki
Artykuł traktuje Ukrainę niemal wyłącznie jako element układu geopolitycznego: jako „warunek rozwiązania kluczowych dylematów kontynentu”, jako „rolę dla bezpieczeństwa Unii”. Spór o brygadę imienia „Bohaterów UPA” jest przedstawiony jako przykład „dysfunkcyjności” relacji polsko-ukraińskich. Brak tu jednak jakiejkolwiek refleksji nad tym, że Ukraina jest krajem chrześcijańskim, że jej lud cierpi w wojnie, która jest konsekwencją rosyjskiej agresji, i że prawdziwa solidarność z Ukrainą powinna wykraczać poza kalkulacje geopolityczne.
Prawdziwa solidarność z narodem cierpiącym nie polega na liczbie dostarczanych czy przekazywanych broni, lecz na modlitwie, na współczuciu, na traktowaniu drugiego człowieka jako obrazu Bożego. Kościół katolicki zawsze nauczał, że „najwyższą formą miłości jest poświęcenie się za przyjaciół” (por. J 15, 13) – a nie kalkulacja, ile żołnierzy amerykańskich stanie na polskim terytorium.
Brak Chrystusa w centrum europejskiej refleksji
Największym pominięciem artykułu jest całkowity brak odniesienia do duchowych fundamentów europejskiej cywilizacji. Buras pisze o „świadomości odpowiedzialności europejskiej” zapisanej w traktacie z 1991 roku, ale nie zadaje sobie pytania, skąd ta odpowiedzialność wzięła się i na czym powinna być oparta. Odpowiedzialność europejska, rozumiana jako odpowiedzialność za pokój, sprawiedliwość, solidarność, ma swoje źródło w wierze katolickiej, w nauce społecznej Kościoła, w uznaniu godności każdego człowieka jako stworzenia na obraz Boży.
Gdy to źródło zostaje odcięte, „odpowiedzialność europejska” zamienia się w pusty slogan, za którym kryją się partykularne interesy, polityczne kalkulacje i ideologiczne preferencje. To właśnie dziś widzimy zarówno w Berlinie, jak i w Warszawie: deklaracje o odpowiedzialności, które nie mają żadnego realnego pokrycia w działaniu.
Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Jeżeli kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa”. Te „niesłychane dobrodziejstwa” – pokój, porządek, zgoda, sprawiedliwość – są dziś poszukiwane wszędzie, tylko nie tam, gdzie się znajdują: u Króla Królów i Pana Panów.
Milczenie o prawdziwym źródle pokoju
Artykuł kończy się smutną konstatacją: rządy Polski i Niemiec nie są dziś w stanie stanąć na wysokości zadania, gdy idzie o „świadomość europejskiej odpowiedzialności”. Ale autor nie wskazuje drogi wyjścia, ponieważ nie widzi jej. Droga wyjścia z kryzysu europejskiej polityki nie prowadzi przez kolejne traktaty, umowy między resortami czy mechanizmy sojusznicze. Prowadzi przez nawrócenie – osobiste i zbiorowe – do Chrystusa i Jego Kościoła.
Prawdziwy reset polsko-niemieckich, a szerzej – europejskich relacji, nie może być oparty na kompromisie, w którym każda strona rezygnuje z części swoich oczekiwań. Musi być oparty na wspólnej prawdzie – prawdzie o człowieku, o społeczeństwie, o prawie i władzy, którą daje Kościół katolicki w swoim niezmiennym nauczaniu. Bez tego każdy kolejny traktat będzie tylko kolejnym dokumentem, który zostanie zlekceważony, gdy zmienią się okoliczności polityczne.
„Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4, 12 Wlg). Te słowa, wypowiedziane przed tysiącami lat, pozostają jedyną prawdą, która może ocalić Europę – i Polskę – przed duchową i polityczną zagładą. Wszystko inne jest budowaniem na piasku.
Za artykułem:
Polska i Niemcy w punkcie zero. Europa czeka na reset Warszawy i Berlina (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 16.06.2026


