Portal „Tygodnik Powszechny” (16 czerwca 2026) publikuje felieton Tomasza Stawiszyńskiego, w którym autor opisuje zjawisko zaniku proszenia o drogę w erze smartfonów i aplikacji nawigacyjnych. Stawiszyński z żalem konstatuje, że prośba o wskazanie drogi była kiedyś „cząstką elementarną”, z której „tkało się poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa”, a jej zanik oznacza utratę „doświadczenia bezinteresownej życzliwości”. Autor wzywa do rezygnacji z aplikacji na rzecz samodzielnych wędrówek i do odzyskania „zapomnianych fraz” typu „Przepraszam bardzo, gdzie znajdę X?”. Felieton, choć niewinny w swojej warstwie narracyjnej, stanowi symptom duchowej pustyni, w której człowiek potrafi dostrzec wartość prośby o drogę, ale nie potrafi dostrzec, że sam jest duchowo zgubiony – a jedynym Wskazaniem jest Chrystus i Jego Kościół.
Zagubienie przestrzenne jako metafora zagubienia eschatologicznego
Tomasz Stawiszyński trafia w jedną z bolączek współczesności: człowiek, wyposażony w smartfon, przestał prosić innych ludzi o pomoc w znalezieniu drogi. Autor pisze z żalem: „o dkąd istnieją smartfony, sytuacje, w których się prosi o pomoc w odnalezieniu stacji docelowej, stały się ekstremalnie rzadkie”. To obserwacja trafna i wzruszająca w swojej prostocie. Stawiszyński dostrzega, że prośba o drogę była aktem pokory – „deklaracją bezradności”, która „wymagała przyznania się przed samym sobą, żeśmy się zgubili”. W epoce kultu sprawczości i samorozwoju, przyznanie się do zagubienia stanowi – zdaniem autora – wartość samą w sobie.
Jednakże cały felieton pozostaje w sferze czysto naturalistycznej. Autor widzi wartość prośby o drogę, ale widzi ją wyłącznie w kategoriach psychologii społecznej: „poczucie wspólnoty”, „bezinteresowna życzliwość”, „luźne konwersacje”, „nawiązywanie znajomości”. Nie ma w tym tekście ani słowa o tym, że człowiek jest zagubiony nie tylko przestrzennie, lecz przede wszystkim duchowo – i że jedyną Drogą, Prawdą i Życiem jest Jezus Chrystus („Ja jestem drogą, prawdą i życiem; nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze Mnie” – J 14,6 Wlg). Prośba o drogę do Słupska to jedno; prośba o drogę do zbawienia to coś zupełnie innego. A o tym felieton milczy.
Język wspólnoty bez Wspólnoty
Analiza językowa tekstu ujawnia, że słownik Stawiszyńskiego jest słownikiem socjologii i psychologii, a nie teologii. Mówi się o „poczuciu wspólnoty”, „bezpieczeństwie”, „życzliwości”, „czułości”, „sprawstwie”, „satysfakcji”. Te kategorie są same w sobie szlachetne, ale w kontekście ludzkiego losu są całkowicie niewystarczające. Człowiek nie potrzebuje jedynie „poczucia wspólnoty” – potrzebuje prawdziwej Wspólnoty, którą jest Kościół katolicki, Ciało Chrystusowe, w którym wierni łączy się nie luźną konwersacją na ulicy, lecz wspólnotą wiary, sakramentów i hierarchii.
Stawiszyński pisze: „realnego człowieka, który spogląda na nas życzliwie, słucha, co do niego mówimy i gratisowo poświęca swój czas, żeby nam pomóc – choćby to były dwie minuty, choćby i nawet 30 sekund – nigdy nie zastąpi żadna, najdoskonalsza nawet aplikacja”. To prawda – ale to prawda połowa. Bo realny człowiek, który naprawdę pomaga, to ten, który nie tylko wskazuje drogę do Słupska, lecz który wskazuje drogę do zbawienia. A taki człowiek to prawdziwy kapłan katolicki, posługujący się ważnymi sakramentami, który w imię Chrystusa może odpuszczać grzechy, udzielać namaszczenia chorych, sprawować Najświętszą Ofiarę. Żaden przechodzień na ulicy, żadna aplikacja, żaden algorytm tego nie zastąpi.
Apel do „mikrodawki życzliwości” bez Źródła życia
Autor kończy felieton wezwaniem: „odzyskujmy te cząstki elementarne, z których tka się poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa” i twierdzi, że „codzienne mikrodawki życzliwości liczą się co najmniej tak samo” jak sprawne instytucje, odpowiedzialni politycy czy starania o pokój. To stwierdzenie jest teologicznie niebezpieczne. Nie tak samo liczą się „mikrodawki życzliwości” i instytucje – bo bez instytucji Chrystusa, bez Jego Kościoła, bez sakramentów, bez prawdziwej wiary, wszelka ludzka życzliwość jest tylko cieniem, który przemija.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystych ludzi” i „nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). Ludzka życzliwość, pozbawiona tego kontekstu, jest jak latarnia bez ognia – ma kształt, ale nie daje światła. Prośba o drogę do Słupska jest miła, ale nie zbawia. A właśnie o zbawieniu powinien myśleć człowiek, który czuje się zgubiony.
Świat, który zgubił drogę – i nie pyta o Nią
Felieton Stawiszyńskiego jest w gruncie rzeczy smutnym świadectwem epoki, w której człowiek potrafi dostrzec wartość drobnego gestu życzliwości, ale nie potrafi dostrzec, że sam jest grzesznikiem błąkającym się po pustyni tego świata, potrzebującym Pana jako Pasterza i Przewodnika. Autor pisze o „zagubieniach życiowo-losowych, gdzie, jak wiadomo, dalece nietrudno znaleźć się nagle w chaosie i desperacji” – ale nie wskazuje jedynego wyjścia z tego chaosu. A wyjście jest jedno: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6 Wlg).
Świat, który przestał pytać o drogę, jest światem, który przestał pytać o Boga. Świat, który zastąpił prośbę o wskazanie drogi algorytmem Google Maps, jest światem, który zastąpił wiarę w Chrystusa wiarą w technologię. I choć „Tygodnik Powszechny” – portal związany z kultowym tygodnikiem, który przez dziesięciolecia służył jako platforma modernistycznej infiltracji katolicyzmu – próbuje budować retorykę wspólnoty i życzliwości, to robi to w całkowitym oderwaniu od fundamentu, którym jest Chrystus Król i Jego jedyny prawdziwy Kościół.
Prawdziwe pytanie o drogę brzmi nie „gdzie znajdę X?”, lecz „Panie, co mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16 Wlg). Na to pytanie odpowiedziałby tylko prawdziwy kapłan katolicki – nie przechodzień na ulicy, nie algorytm, nie felietonista z „Tygodnika Powszechnego”. Ażeby jednak to pytanie zadać, trzeba najpierw przestać sięgać po smartfon i zacząć sięgać po różaniec. Trzeba przestać błądzić w aplikacjach i zacząć błądzić w modlitwie. Trzeba przestać szukać Słupska i zacząć szukać Chrystusa – który czeka w konfesjonale, w tabernakulum, w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, sprawowanej według wiecznego mszału św. Piusa V.
Za artykułem:
Zostawmy aplikacje i pytajmy znów o drogę napotkanych ludzi (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 16.06.2026




