Bezkrwawa ofiara słowa wobec bezsensu przemocy

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” informuje o polskiej premierze powieści Mahmuda Doulatabadiego „Idąc na rzeź”, opowiadającej o wojnie iracko-irańskiej z lat 1980–1988. Artykuł Jakuba Szymczaka przedstawia jako wartość literacką i moralną antywojenną postawę pisarza, który – cytując – deklaruje: „Pisarze nie mogą podsycać wojny”. Tymczasem ten sam artykuł, prezentując wojnę jako czysto ludzką tragedię pozbawioną wymiaru duchowego, przemilcza fundamentalną prawdę: żadne cierpienie na tym świecie nie znajduje ostatecznego sensu poza Chrystusem i Jego Ofiarą, a redukcja wojny do kwestii propagandy, polityki i ludzkiej brutalności jest wyrazem naturalistycznego światopoglądu, który odmawia człowiekowi prawdziwego ukojenia.


Streszczenie przedstawione przez portal

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje premierę powieści Mahmuda Doulatabadiego „Idąc na rzeź” w polskim tłumaczeniu Mateusza Kłagisza (wydawnictwo ArtRage, 2026). Artykuł Jakuba Szymczaka przedstawia Doulatabadiego jako najważniejszego współczesnego pisarza języka perskiego, prześladowanego zarówno przez władze przedrewolucyjne, jak i po rewolucji islamskiej z 1979 roku. Powieść opisuje wojnę iracko-irańską (1980–1988) z perspektywy przeżycia niewielkiego oddziału żołnierzy oraz sędziwego pisarza w irackim obozie jenieckim. Artykuł podkreśla antywojenny przekaz dzieła, cytując wypowiedź bohatera: „Jestem pisarzem, panie majorze. A pisarze nie mogą podsycać wojny. Zwłaszcza wojny, której sensu wciąż nie rozumiem!” Redakcja „Tygodnika Powszechnego” prezentuje tę książkę w kontekście aktualnego konfliktu z Iranem, sugerując jej ponadczasową aktualność jako tekstu antywojennego.

Poziom faktograficzny: wojna bez szerszego kontekstu cywilizacyjnego

Artykuł prezentuje wojnę iracko-irańską jako „zapomniany na Zachodzie rozdział historii najnowszej”, koncentrując się wyłącznie na jej politycznych i militarnych aspektach: ataku Saddama Husajna, osłabieniu Iranu rewolucji, kosztach ludzkich i kształtowaniu się elity Republiki Islamskiej. Taka redukcja historycznego wydarzenia do materiału analitycznego jest w porządku na poziomie informacyjnym, lecz artykuł nie zadaje sobie trudu, by wskazać, że konflikty zbrojne między krajami muzułmańskimi mają także wymiar cywilizacyjny i religijny, który wykracza poza geopolitykę. Wspomnienie o kalifacie Abbasydów i rodu Barmakidów jest tu jedynie literackim kolorytem, nie zaś punktem wyjścia do refleksji o prawdziwej historii zbawienia i o tym, że jedynym źródłem trwałego pokoju jest Królestwo Chrystusa.

Co więcej, artykuł przedstawia poglądy Doulatabadiego bez jakiejkolwiek krytycznej oceny z perspektywy wiary. Pisarz ten, angażujący się w irański „Zielony ruch” sprzeciwu wobec teokratycznego reżimu, jest pokazyany jako moralny autorytet – podczas gdy jego antywojenność wynika z humanitaryzmu świeckiego, nie z wiary w objawioną Prawdę. To, że Doulatabadi nigdy nie zaznał „państwowych honorów” i był prześladowany, przedstawiane jest jako argument za jego autentycznością, podczas gdy z perspektywy katolickiej prześladowanie za poglądy świeckie liberalne nie czyni z nikogo wzoru moralnego.

Poziom językowy: neutralność jako ukryty naturalizm

Język artykułu jest typowy dla świeckiej publicystyki liberalno-katolickiej: rzeczowy, asekuracyjny, budujący wrażenie obiektywizmu poprzez wyliczanie faktów. Słowa takie jak „propaganda”, „brutalność”, „ofiary”, „męczennicy” pojawiają się bez jakiejkolwiek teologicznej ramy odniesienia. Wojna iracko-irańska jest opisywana jako dramat wyłącznie ludzki – „odzierana ze świętości”, jak pisze autor, nawiązując do irańskiej narracji o „świętej obronie”. Tyle że Szymczak od tego konceptu odwraca się w stronę świeckiej neutralizacji: wojna jest tu po prostu okrucieństwem, nie zaś konfliktem, w którym – przynajmniej po stronie irańskiej – kwestia religijna (dżihad) odgrywała kluczową rolę.

Z perspektywy katolickiej takie podejście jest niewystarczające. Pius XI w encyklice Quas Primas (1912) nauczał, że „pokój Chrystusowy” możliwy jest jedynie wtedy, gdy jednostki i państwa uznają panowanie Zbawiciela. Artykuł nie zawiera nawet śladu tej prawdy. Wojna jest tu problemem politycznym i militarnym, nie zaś konsekwencją odrzucenia Boga przez narody – zarówno te muzułmańskie, jak i te, które się przeciw nim sprzeciwiają, nie wiedząc o Chrystusie.

Poziom teologiczny: milczenie o jedynym Źródle pokoju

Najcięższym błędem artykułu – choć nie jest to błąd wypowiedziany, lecz przemilczony – jest całkowity brak odniesienia do nauki Kościoła o wojnie, pokoju i zbawieniu. Pius XII nauczał, że sprawiedliwa wojna jest możliwa w obronie wspólnego dobra, a pokój nie jest po prostu brakiem przemocy, lecz „porządkiem zaprowadzonym przez miłość” (Summi Pontificatus, 1939). Artykuł Szymczaka nie podejmuje tej kwestii w ogóle – wojna jest tu po prostu złem, a antywojenność – dobrem. Tyle że antywojenność bez Boga jest pozbawiona fundamentu: jeśli nie ma sądu ostatecznego, jeśli cierpienie nie ma sensu odkupieńczego, jeśli Chrystus nie jest Królem, to przeciwko czemu w istocie protestuje pisarz Doulatabadi? Przeciwko przemocy? Ale przemoc jest konsekwencją grzechu pierworodnego, a nie abstrakcyjnego zła, które można zlikwidować przez „jedność narodu” – jak mówił Doulatabadi na wiecu Musawiego.

Cytat z powieści – „Pisarze nie mogą podsycać wojny” – jest w artykule prezentowany jako głęboka prawda moralna. Z perspektywy katolickiej jest to jedynie cząstkowa prawda naturalna, która bez wiary w Boga i Jego prawo pozostaje bez podstawy. Św. Paweł napisał: „Jeśli nie ma zmartwychwstania, to nie jest też Chrystus zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wiara wasza” (1 Kor 15,16–17 Wlg). Analogicznie: jeśli nie ma Boga, który sądzi żywych i umarłych, to antywojenność jest tylko preferencją estetyczną lub humanitarną, nie zaś obowiązkiem moralnym.

Poziom symptomatyczny: świeckie sumienie jako substytut wiary

Artykuł jest symptomatyczny dla mentalności, która dominuje w polskich mediach określających się mianem katolickich lub katolicko-liberalnych. „Tygodnik Powszechny” – pomimo swojej historii i tradycji – od dziesięcioleci funkcjonuje w paradygmacie, w której katolicyzm jest kulturą, postawą etyczną i wrażliwością społeczną, nie zaś wiarą w Objawienie i posłuszeństwem wobec niezmiennego Magisterium. Prezentowanie powieści Doulatabadiego bez jakiejkolwiek krytycznej oceny teologicznej, bez wskazania na prawdziwe źródło pokoju i zbawienia, jest tego jaskrawym przykładem.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) ostrzegał przed „śmiertelnym błędem” tych, którzy wierzą, że można osiągnąć zbawienie poza Kościołem Katolickim. Artykuł Szymczaka nie popada w ten błąd wprost – ale popada w błąd pokrewny: sugeruje, że moralna wrażliwość świecka (antywojenność, krytyka propagandy, solidarność z ofiarami) jest wystarczającym fundamentem dla ludzkiego działania. To jest naturalistyczna iluzja, która odmawia człowiekowi najważniejszego: poznania Prawdy, która jest Chrystusem (J 14,6).

Literatura antywojenna bez nadziei

Powieść Doulatabadiego, opisana w artykule, jest niewątek wartością literacką – sztuka potrafi obnażać prawdę o ludzkiej naturze nawet wtedy, gdy jej autor nie zna pełnej Prawdy. Jednak artykuł „Tygodnika Powszechnego” nie tyle odkrywa tę prawdę, co ją zamgla. Prezentując antywojenność jako samoistną wartość, nie wskazuje na jej jedyny trwały fundament: Chrystusa Króla, który jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,6 Wlg), którego Królestwo – choć nie jest z tego świata – jest jedyną gwarancją prawdziwej sprawiedliwości i pokoju między narodami.

Pius XI w Quas Primas napisał: „Gdyby panowanie Chrystusa objęło w rzeczy samej wszystkich, jak ich z prawa obejmuje, mielibyśmy wątpić o tym pokoju, jaki Król pokoju przyniósł na ziemię?” Artykuł nie zadaje tego pytania. Zamiast tego pozostawia czytelnika w naturalistycznej próżni, w której wojna jest po prostu okrucieństwem, a pokój – pożądanym, ale nie zdefiniowanym stanem. To jest duchowe bankructwo, które nie wina pisarza Doulatabadiego, lecz wina przekazu medialnego, który nie jest w stanie – albo nie chce – wskazać na jedyną Prawdę, która może uzdrowić rany świata.

Zakończenie: powołanie do prawdziwego pokoju

Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu naturalistycznego humanitaryzmu. Wojna iracko-irańska, wojna w Strefie Gazy, konflikt zbrojny w Ukrainie – wszystkie te dramaty są konsekwencją grzechu pierworodnego i odrzucenia Boga przez narody. Jedynym lekarstwem jest nawrócenie i powrót do Chrystusa Króla, do Jego Kościoła, do sakramentów, w których udziela się łaska zbawienia. Literatura może obnażać okrucieństwo wojny – ale tylko Wiara wskazuje drogę do prawdziwego pokoju. Niechaj czytelnik, sięgając po książkę Doulatabadiego, pamięta o słowach Pana: „Pokój zostawiam wam, pokój Mój daję wam; nie jak daje świat, Ja daję wam” (J 14,27 Wlg). Ten pokój nie jest dziełem pisarzy ani polityków – jest darem Króla, który króluje już teraz tam, gdzie jest wiernie czczony i słuchany.


Za artykułem:
Ukazała się powieść najważniejszego pisarza języka perskiego
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 05.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.