Felieton Elizy Kąckiej z „Tygodnika Powszechnego” (5 maja 2026) opowiada o przypadkowych spotkaniach w komunikacji miejskiej – rozmowie z gościem o wskrzeszaniu mamutów, wspomnieniach o weterynaryjnym ojcu oraz konflikcie na ławkce w parku. Za pozornie neutralnym opisem codziennych sytuacji kryje się jednak charakterystyczny dla posoborowej prasy sposób postrzegania rzeczywistości: całkowite zanikanie wymiaru nadprzyrodzonego, redukcja ludzkiego życia do biologicznych i psychologicznych mechanizmów, a także bezwzględna dominacja naturalistycznego światopoglądu, w którym nie ma miejsca ani na łaskę Bożą, ani na prawdziwą solidarność opartą na miłości Chrystusowej.
Świat bez Chrystusa – tylko „cierpienie i szare pasmo lęku”
Felieton rozpoczyna się od rozmowy w autobusie, w której jeden z podróżnych wyznaje: „Siedzę, czytam, ale nie chce mi się żyć w erze Trumpa. Tylko cierpienie i szare pasmo lęku…” To zdanie jest niezwykle symptomatyczne. Człowiek uwikłany w codzienność, otoczony technologią i komunikacją masową, nie potrafi znaleźć sensu nawet w najprostszych rzeczach. Jedyną odpowiedzią na bezsensowność egzystencji staje się irragność – pragnienie „dożyć powrotu mamutów”, czyli spektakularnego, ale całkowicie pozornego osiągnięcia naukowego.
W prawdziwym Kościele katolickim człowiek nie szuka sensu w spektakularnych wynalazkach, lecz w Ofierze Chrystusa, w sakramentach, w modlitwie i zjednoczeniu z Męką Pańską. Św. Pius X w encyklikie Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował właśnie ten błąd – zamianę nadprzyrodzonej wiary na naturalistyczne pragnienia. Gość w autobusie nie potrafi już myśleć kategoriami zbawienia, grzechu czy odkupienia. Jego świat zamknął się w biologii (mamuty), polityce (Trump) i psychologii (lęk). To jest duchowa pustka, którą posoborowe struktury pozostawiły po sobie.
Weterynarz-ojciec jako symbol utraconej integralności
Centralnym wątkiem felietonu jest postać ojca autorki – weterynarza, który „leczył psy jak ludzi”. Spotkanie w metrze z kobietą, która pamięta ojca Elizy Kąckiej, przywołuje wspomnienia z dzieciństwa: „Jak nasz pies zdychał, twój ojciec płakał” – mówi rozmówczyni. Ojciec autorki traktował zwierzęta z godnością, która wynikała z katolickiej wiary w stworzenie jako dzieło Boże. To nie był emocjonalizm czy sentymentalizm, lecz świadomość, że każde stworzenie ma wartość w Bożym planie.
Jednak nawet ten piękny wątek zostaje przedstawiony w całkowitym oderwaniu od kontekstu religijnego. Nie ma ani słowa o tym, że ojciec autorki działał w duchu katolickim, że jego miłość do zwierząt wynikała z wiary w Boga-Stwórcę. Zamiast tego – naturalistyczny opis: „leczył tak, jak ty piszesz”. To jest typowe dla posoborowej prasy: ukrywanie religijnego fundamentu pod warstką neutralnego, świeckiego języka.
Konflikt na ławkce – terytorialność zamiast miłości bliźniego
Szczególnie wymowny jest fragment opisujący konflikt w parku: starsza kobieta z autorytarywnym tonem każe autorce opuścić ławkkę, mówiąc: „Proszę iść na cudze”. To mikroskopijny obraz społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na miłość bliźniego, a jedynie na egoizm i terytorialność. Św. Paweł Apostoł napisał: „Nie szukajcie tylko własnych korzyści, ale przede wszystkim korzyści innych” (1 Kor 10,24 Wlg). W świecie bez Chrystusa człowiek staje się wrogiem człowieka, a przestrzeń publiczna – polem walki o własne „terytorium”.
Brak nadprzyrodzonego wymiaru – ostateczny dowód apostazji
Cały felieton jest pozbawiony jakiegokolwiek nawiązania do wiary, modlitwy, sakramentów czy Kościoła. Ludzie rozmawiają o mamutach, psach, konfliktach – ale nie ma w tym ani słowa o Bogu. To jest najcięższe oskarżenie, jakie można wysunąć przeciwko „Tygodnikowi Powszechnemu” – milczenie o najważniejszej rzeczywistości.
Pius XI w encyklikie Quas Primas (1925) napisał, że Chrystus Król powinien panować w umyśle, woli i sercu każdego człowieka. Felieton Elizy Kąckiej jest dowodem, że w posoborowym świecie Chrystus został całkowicie usunięty z przestrzeni publicznej i prywatnej. Zostawił za sobą tylko pustkę, lęk i pragnienie spektakularnych, ale pustych osiągnięć.
Prawdziwy Kościół – jedyne źródło nadziei
Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego uzdrowienia poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta (według wiecznego mszału św. Piusa V), gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktryną, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w felietonach „Tygodnika Powszechnego”, dusza znajduje prawdziwe ukojenie.
Za artykułem:
Jak nasz pies zdychał, twój ojciec płakał. On się tymi psami zajmował jak ludźmi (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 05.05.2026








