Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje debiut literacki Anny Jadowskiej – powieść „Dadzieja”, wydana przez wydawnictwo Czarne. Recenzent Adam Woźniak, doktor filozofii i pracownik tegoż tygodnika, przedstawia książkę jako „najsmutniejszą z polskich książek o dysfunkcjach rodzinnych od czasów «Gnoju» Wojciecha Kuczoka”. Opowieść o brutalnym zabójstwie nastoletniej Kamili w prowincjonalnej wsi z końca lat osiemdziesiątych służy jednak za tylko pretekst do malowania obrazu biedy, samotności, przemocy rówieśniczej i „niemiłości” – wyuczonego dystansu skazującego bohaterów na emocjonalne ubóstwo. Narratorka, nastoletnia dziewczyna żyjąca z pogrążoną w depresją matką i uprzykrzającą życie młodszą siostrą, pragnie choćby uwagi mordercy. Jadowska, według recenzentka, pisze prosto, ale z „znakomitym wyczuciem”, a jej stylizacja językowa pozwala czytelnikowi poczęść wstydu związanego z menstruacją, męskim spojrzeniem czy zmieniającym się ciałem. Powieść staje się w takim ujęciu czymś w rodzaju „psychologicznego antykryminału” – opowieścią o próbie stworzenia spójnej narracji na temat przeszłości, która kończy się fiaskiem: „Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość”. Recenzent podkreśla, że książka nie jest komfortowa, ale właśnie dlatego warta uwagi, a zarazem stanowi literacki obraz społeczeństwa, w którym „bieda, wstyd i niemiłość” zastępują jakikolwiek nadprzyrodzony cel istnienia. Portal „Tygodnik Powszechny” przedstawia tę powieść jako dzieło godne polecenia, szczególnie ojcom córek, ukazując jednocześnie własne priorytety: naturalistyczną diagnozę społeczną pozbawioną nawet śladu nadziei sakramentalnej.
Faktograficzny obraz świata bez Boga
Przedstawiona w „Dadziei” rzeczywistość jest rzeczywistością stworzenia, które odwróciło się od Stwórcy. Adam Woźniak nie kryje tego – przeciwnie, eksponuje z zadowoleniem: „bieda, wstyd i niemiłość” to kategorie, które rysują świat narratorki. Nie ma w tym świecie miejsca na łaskę uświęcającą, na sakrament pokuty, na Ofiarę Mszy Świętej jako źródło ukojenia. Jest za to depresja matki, „przelotne romanse”, fantazje córek o nieznanych ojcu, wstyd przed własnym ciałem i – kulminacja rozpaczy – pragnienie, by choć morderca zwrócił uwagę. To jest obraz, który recenzent uznaje za „najsmutniejszy” i zarazem „najciekawszy” od czasów „Gnoju” Kuczoka. Nie pyta, dlaczego ten świat jest taki, ani co do niego doprowadziło. Przyjmuje go jako fakt, a nawet jako wartość literacką.
Z perspektywy niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego ten obraz jest nie tylko smutny, ale fałszywy w swojej kompletności. Ukazuje człowieka jako istotę wyłącznie psychologiczną i społeczną, pozbawioną wymiaru nadprzyrodzonego. Św. Paweł napisał: „Nie złotem ani srebrem jesteście wykupieni z waszego marnego życia, ale drogą Krwią Chrystusa jako Baranka niepokalanego i bez skazy” (1 P 1,18–19). W „Dadziei” nie ma ani Baranka, ani Krwi, ani odkupienia. Jest tylko trauma, która „nie daje się zamknąć w ciasnej klatce języka”. To jest obraz człowieka upadłego, ale bez obrazu człowieka odkupionego – a więc obraz niepełny, a w swojej niepełności – kłamliwy.
Język rozpoczętej rozpaczy
Recenzent celowo posługuje się słownikiem psychologii i literatury, a nie teologii. Mówi o „psychologicznym antykryminale”, o „prawdopodobieństwie i psychologicznym światłocieniu”, o „próbie stworzenia spójnej narracji”. To język, który oddaje rzeczywistość doświadczenia, ale nie wyjaśnia jej sensu. Język ten jest językiem człowieka, który zamknął się w sobie samym – który nie ma nikogo, do kogo mógłby się zwrócić poza własną pamięcią i własnymi emocjami. „Niczego, co się wydarzyło, nie mogę już ułożyć w całość” – to zdanie, które recenzent cytuje z uznaniem, jest w istocie wyznaniem bezradności. Bez Chrystusa, bez Jego łaski, bez sakramentów – rzeczywistość rzeczywiście nie daje się ułożyć w całość. Bo całość daje tylko On: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6).
Jadowska, według recenzenta, pisze „prosto – językiem, którym rzeczywiście mogłaby posługiwać się rezolutna nastolatka”. To chwała warsztatowa, ale też symptom: język ten jest językiem świata, który nie zna Prawdy. Język ten jest językiem bólu bez nadziei, wstydu bez odkupienia, samotności bez Wspólnoty. Język ten jest językiem, który Pius X w Lamentabili sane exitu (1907) potępiony został jako błąd modernistyczny – redukcja wiary do subiektywnego przeżycia.
Teologiczna pustka w masce literackiej
Najcięższym zarzutem wobec tej recenzji – a wobec niej samej „Dadziei” – jest nie to, co mówi, ale czego nie mówi. Przemilcza bowiem cały wymiar nadprzyrodzony ludzkiego istnienia. Nie ma w niej miejsca na Bożą Opatrzność, na możliwość nawrócenia, na siłę łaski sakramentalnej, na Ofiarę Chrystusa jako Źródło ukojenia. Jest tylko „bieda, wstyd i niemiłość” – i to jest cały świat. To jest świat, który Pius XI opisał w Quas Primas (1925) jako świat, w którym „usunięto Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego”. Świat, w którym „prawo dawną powagę odzyska, miły pokój znowu powróci, z rąk miecze i broń wypadną, gdy wszyscy chętnie przyjmą panowanie Chrystusa i posłuszni Mu będą”.
„Dadzieja” nie tylko nie wskazuje na te dobrodziejstwa – ona wręcz je wyklucza. Jej narratorka nie ma dostępu do prawdziwego Kościoła, do prawdziwych sakramentów, do prawdziwej nadziei. Jej świat jest światem, w którym Bóg jest nie tylko nieobecny, ale wręcz nieprzyznany. To jest świat, który Pius IX opisał w Quanto Conficiamur Moerore (1863) jako świat „corruption of morals so extensively increasing and promoted by irreligious and obscene writings, theatrical spectacles and meretricious houses established almost everywhere”. „Dadzieja” jest właśnie taką „obsceniczną pisemnością” – nie dlatego, że opisuje grzech, ale dlatego, że nie wskazuje na lekarstwo.
Symptom systemowej apostazji
Recenzja opublikowana w „Tygodniku Powszechnym” nie jest przypadkowa. Ten tygodnik, od dziesięcioleci związany z modernistycznym nurtem w polskim katolicyzmie, od lat służy jako platforma propagowania wizji Kościoła, która jest w sprzeczności z niezmienną dokrytą doktryną. „Dadzieja” jest idealnym przykładem literatury, którą ten nurt promuje: literatury, która ukazuje cierpienie, ale nie wskazuje na Odkupiciela; która opisuje grzech, ale nie zna łaski; która mówi o traumie, ale nie zna uzdrowienia.
Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy „redukują wiarę do «uczucia religijnego» i subiektywnego przeżycia”. „Dadzieja” jest właśnie taką redukcją – ukazuje świat wyłącznie przez pryzmat subiektywnego przeżycia narratorki, bez żadnego odniesienia do obiektywnej Prawdy. To jest literatura, która nie tylko nie służy zbawieniu dusz, ale wręcz je zatrzymuje w błędzie – bo utrwala przekonanie, że świat jest taki, jaki jest w „Dadziei”: bez Boga, bez nadziei, bez odkupienia.
Prawda, której recenzja nie chce znać
Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego uzdrowienia poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się synagogą szatana. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w psychologicznych antykryminałach, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech – własny i cudzy – są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.
„Dadzieja” Anny Jadowskiej, relacjonowana przez „Tydzień Powszechny”, jest literaturą świata, który odrzucił Chrystusa. Jest literaturą, która ukazuje prawdę o grzechu, ale nie ukazuje prawdy o łasce. Jest literaturą, która wyczerpuje się w opisie cierpienia, nie wskazując na jego sens. Tymczasem sens cierpienia dał Chrystus na Kalwarii – i ten sens jest dostępny w każdym prawdziwym kościele, w każdej prawdziwej Mszy Świętej, w każdym prawdziwym sakramencie. Bez tego cierpienie pozostaje tylko cierpieniem – i literatura pozostaje tylko literaturą. Świat potrzebuje nie kolejnych opisów rozpaczy, lecz głoszenia Prawdy, która jedyna może oswobodzić człowieka z jego bólu.
Za artykułem:
„Dadzieja” Anny Jadowskiej. Świetny debiut literacki polskiej reżyserki (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 05.05.2026








