Wnętrze historycznego kościoła w byłych niemieckich ziemiach Zachodnich i Północnych Polski, z grupą polskich przesiedleńców modlącej się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej na tle ruin zniszczonego niemieckiego kościoła.

Konferencja o Ziemiach Zachodnich i Północnych w gmachu Sejmu: pamięć, sztuka i rewizjonizm w jednymPortal „Tygodnik Powszechny” zapowiada na 15 czerwca 2026 roku konferencję poświęconą Ziemiom Zachodnim i Północnym – zorganizowaną wspólnie z Sejmem RP, z udziałem historyków, socjologów i artystów. Wydarzenie ma być okazją do „uczciwego” opowiadania historii tych regionów – bez „propagandowych schematów”, ale też bez „fałszywego rewizjonizmu”. Zapowiada się debata o bilansie zasiedlenia, roli tych ziem w przemianach po 1989 roku oraz o pamięci miejsca i dziedzictwie poniemieckim. Wśród uczestników m.in. prof. Eryk Krasucki, prof. Karolina Ćwiek-Rogalska, prof. Andrzej Sakson, dr Tomasz Grabowski, Beata Maciejewska, prof. Agata Pankiewicz oraz prof. Marta Leśniakowska. Konferencji towarzyszyć będzie wystawa fotografii Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłki.Samo ogłoszenie tego wydarzenia jest symptomem obecnego stanu polskiej debaty historycznej – stanu, w którym „uczciwość” i „oddolne doświadczenie” stały się hasłami, które służyły często do maskowania głębszych problemów: braku tożsamości, lęku przed prawdą i niechęci do konfrontacji z własną historią w całej jej trudności.„Uczciwe” opowiadanie historii jako unikanie prawdyJuż w pierwszym akapicie artykułu czytamy, że zasiedlenie Ziem Zachodnich i Północnych to „jeden z najważniejszych, a wciąż niedostatecznie przepracowanych rozdziałów polskiej historii”. To stwierdzenie jest zaskakujące. Czyż nie minęło osiemdziesiąt lat od zakończenia wojny? Czyż nie powstały dziesiątki monografii, artykułów, dokumentów filmowych? Co sprawia, że ten wciąż jest „niedostatecznie przepracowany”? Odpowiedź jest prosty: ten rozdział jest niedostatecznie przepracowany nie z braku źródeł, ale z braku odwagi do stawiania niewygodnych pytań. Pytanie o to, co działo się na tych ziemiach w latach 1945–1950, jest nadal tabuizowane, a każda próba szczerej analizy ryzyka oskarżenie o „fałszywy rewizjonizm”.Artykuł obiecuje „uczciwe” opowiadanie historii – bez „propagandowych schematów”, ale i bez „fałszywego rewizjonizmu”. To klasyczna retoryka pozytywizmu historycznego, który zakłada, że istnieje obiektywna, neutralna prawda historyczna, którą można „odkryć” poprzez „dobry warsztat”. Tymczasem prawda historyczna nie jest nigdy neutralna – jest zawsze osadzona w konkretnym systemie wartości. Pytanie brzmi: który system wartości ma być punktem odniesienia dla tej konferencji? Czy będzie to prawda wiary katolickiej, która jedyna nadaje sens cierpieniu i ofiarze? Czy będzie to laicka, liberalna narracja, która redukuje historię do „doświadczeń” i „pamięci”?Miliony osadników – ofiary czy zdrajcy?Artykuł mówi o „milionach ludzi – wysiedlonych ze Wschodu, ocalałych z Holocaustu, repatriantów i dobrowolnych osadników”, którzy „budowali nowe życie na gruzach cudzej kultury”. To opis jest emocjonalnie nasycony, ale intelektualnie naiwnny. Mówi o „gruzach cudzej kultury”, ale nie pyta, kto te gruzy stworzył. Mówi o „obcych napisach, obcych nagrobkach, obcych wspomnieniach”, ale nie pyta, dlaczego te napisy, nagrobki i wspomnienia tam były. Czyż nie były to ślady ludzi, którzy przez stulecia lub dłużej żyli na tych ziemiach? Czyż nie byli to Niemcy, którzy w 1945 roku zostali wysiedleni – często w sposób brutalny, bez prawa, bez nadziei?Artykuł nie stawia tego pytania, bo odpowiedź byłaby niewygodna. Wysiedlenie Niemców z Ziem Zachodnich i Północnych było jednym z największych etnicznych czyszczeń w historii Europy – czyszczenie, które odbyło się za zgodą aliantów i przy współudziale władz polskich. Nie chodzi o to, by negować cierpienie Polaków, którzy przybyli na te ziemie – ale chodzi o to, by nie ukrywać cierpienia Niemców, którzy zostali stąd wyrwani. Prawdziwa uczciwość historyczna wymaga uznania, że ofiarami byli i Polacy, i Niemcy – i że sprawiedliwość nie wybiera narodowości.Propaganda „Ziem Odzyskanych” a rzeczywistośćArtykuł kontrastuje „oficjalną narrację PRL-u” o „Ziemiach Odzyskanych” z „rzeczywistością”, która była „bardziej skomplikowana, bardziej ludzka i – paradoksalnie – bardziej fascynująca”. To klasyczny zabieg retoryczny: przeciwstawienie „propagandy” „rzeczywistości”, „schematów” „autentyczności”. Ale czy „rzeczywistość” jest zawsze lepsza od „propagandy”? Czy „autentyczne doświadczenie” jest zawsze wiarygodniejsze od oficjalnej narracji?Władze PRL-u miały swoje powody, by mówić o „Ziemiach Odzyskanych” – chodziło o legitymizację polskich granic, o uzasadnienie wysiedleń, o budowanie nowej tożsamości. Ale czy dzisiejsi krytycy tej narracji nie mają własnych powodów, by ją odrzucić? Czy nie chodzi im o to, by zdestabilizować polską tożsamość, otworzyć drogę do rewizjonizmu granic, podważyć prawo Polski do tych ziemi? Prawdziwa uczciwość historyczna wymaga, by zadać sobie to pytanie – i odpowiedzieć na nie szczerze.Konferencja w Sejmie – symbolika i rzeczywistośćFakt, że konferencja ma się odbyć w gmachu Sejmu RP, jest symboliczny. Sejm jest miejscem, gdzie podejmowane są decyzje polityczne – a nie miejscem, gdzie szuka się prawdy historycznej. Organizacja takiego wydarzenia w parlamencie sugeruje, że historia Ziem Zachodnich i Północnych ma być instrumentalizowana dla celów politycznych. Nie chodzi tu o prawdę – chodzi o narrację, która ma służyć konkretnym interesom.Wśród uczestników konferencji widzimy historyków, socjologów, pisarzy – ale nie widzimy przedstawicieli Kościoła katolickiego. A przecież to właśnie Kościół katolicki był jedyną instytucją, która w latach 1945–1989 dawała wiernym na Ziemiach Zachodnich i Północnych prawdziwe oparcie duchowe. To właśnie kościoły, kapłani, sakramenty pomogły milionom ludzi przetrwać trudne czasy. Pominięcie tego faktu jest nie tylko błędem historycznym, ale duchowym okrucieństwem.Sztuka zamiast prawdyKonferencji towarzyszyć będzie wystawa fotografii Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłki – autorów albumu „Nieswojość – Poniemieckie”. Sztuka jest ważna, ale nie może zastąpić prawdy. Fotografie mogą uchwycić „ślady przeszłości” i „relacje z dziedzictwem poniemieckim”, ale nie mogą odpowiedzieć na fundamentalne pytania: dlaczego Polacy przybyli na te ziemie? Co się stało z Niemcami, którzy tu żyli? Czy sprawiedliwość została wymierzona?Album „Nieswojość” sugeruje, że dziedzictwo poniemieckie jest czymś „nieswoim” – obcym, niebezpiecznym, trudnym do przyswojenia. Ale czyż nie jest to właśnie to dziedzictwo, które uczy nas pokory? Czyż nie przypomina nam, że i my sami byliśmy kiedyś obcymi na ziemiach innych narodów? Czyż nie uczy nas, że historia jest zawsze bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć?Brak perspektywy katolickiejArtykuł nie wspomina ani razu o roli Kościoła katolickiego w historii Ziem Zachodnich i Północnych. To fundamentalne pominięcie. Kościół katolicki był jedyną instytucją, która w latach 1945–1989 dawała wiernym na tych ziemiach prawdziwe oparcie duchowe. To właśnie kościoły, kapłani, sakramenty pomogły milionom ludzi przetrwać trudne czasy. To właśnie wiara katolicka dała im nadzieję, że ich cierpienie ma sens, że Bóg nie zapomniał o nich.Pominięcie tego faktu jest nie tylko błędem historycznym, ale duchowym okrucieństwem. Odmawia się tym ludziom prawdziwego uzdrowienia – pozostawiając jedynie „pamięć” i „sztukę”. Tymczasem prawdziwe uzdrowienie duszy jest możliwe tylko w Chrystusie i Jego Kościele – nie w konferencjach, nie w wystawach, nie w „uczciwym opowiadaniu historii”.Podsumowanie: prawda wymaga odwagiKonferencja o Ziemiach Zachodnich i Północnych zapowiada się jako ważne wydarzenie – ale czy rzeczywiście przyczyni się do prawdy? Czy stawia niewygodne pytania? Czy uwzględnia perspektywę katolicką? Czy nie będzie kolejnym przykładem instrumentalizacji historii dla celów politycznych?Prawda historyczna wymaga odwagi – odwagi do stawiania trudnych pytań, do konfrontowania się z własnymi błędami, do uznania, że historia jest zawsze bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć. Prawdziwa uczciwość historyczna nie polega na odrzucaniu „propagandy” na rzecz „rzeczywistości” – ale na poszukiwaniu prawdy w całej jej trudności, bez lęku przed konsekwencjami.Modlmy się za tych, którzy przybyli na Ziemie Zachodnie i Północne w 1945 roku – za Polaków, którzy szukali nowego życia, i za Niemców, którzy zostali wysiedleni. Modlmy się za prawdziwą sprawiedliwość – tę, która nie wybiera narodowości, nie szanuje granic, nie boi się prawdy. Bo tylko prawda – cała prawda, nawet ta niewygodna – może nas wyzwolić.Konferencja o Ziemiach Zachodnich i Północnych w gmachu Sejmu: pamięć, sztuka i rewizjonizm w jednymPortal „Tygodnik Powszechny” zapowiada na 15 czerwca 2026 roku konferencję poświęconą Ziemiom Zachodnim i Północnym – zorganizowaną wspólnie z Sejmem RP, z udziałem historyków, socjologów i artystów. Wydarzenie ma być okazją do „uczciwego” opowiadania historii tych regionów – bez „propagandowych schematów”, ale i bez „fałszywego rewizjonizmu”. Zapowiada się debata o bilansie zasiedlenia, roli tych ziem w przemianach po 1989 roku oraz o pamięci miejsca i dziedzictwie poniemieckim. Wśród uczestników m.in. prof. Eryk Krasucki, prof. Karolina Ćwiek-Rogalska, prof. Andrzej Sakson, dr Tomasz Grabowski, Beata Maciejewska, prof. Agata Pankiewicz oraz prof. Marta Leśniakowska. Konferencji towarzyszyć będzie wystawa fotografii Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłki.Samo ogłoszenie tego wydarzenia jest symptomem obecnego stanu polskiej debaty historycznej – stanu, w którym „uczciwość” i „oddolne doświadczenie” stały się hasłami, które służyły często do maskowania głębszych problemów: braku tożsamości, lęku przed prawdą i niechęci do konfrontacji z własną historią w całej jej trudności.„Uczciwe” opowiadanie historii jako unikanie prawdyJuż w pierwszym akapicie artykułu czytamy, że zasiedlenie Ziem Zachodnich i Północnych to „jeden z najważniejszych, a wciąż niedostatecznie przepracowanych rozdziałów polskiej historii”. To stwierdzenie jest zaskakujące. Czyż nie minęło osiemdziesiąt lat od zakończenia wojny? Czyż nie powstały dziesiątki monografii, artykułów, dokumentów filmowych? Co sprawia, że ten wciąż jest „niedostatecznie przepracowany”? Odpowiedź jest prosty: ten rozdział jest niedostatecznie przepracowany nie z braku źródeł, ale z braku odwagi do stawiania niewygodnych pytań. Pytanie o to, co działo się na tych ziemiach w latach 1945–1950, jest nadal tabuizowane, a każda próba szczerej analizy ryzyka oskarżenie o „fałszywy rewizjonizm”.Artykuł obiecuje „uczciwe” opowiadanie historii – bez „propagandowych schematów”, ale i bez „fałszywego rewizjonizmu”. To klasyczna retoryka pozytywizmu historycznego, który zakłada, że istnieje obiektywna, neutralna prawda historyczna, którą można „odkryć” poprzez „dobry warsztat”. Tymczasem prawda historyczna nie jest nigdy neutralna – jest zawsze osadzona w konkretnym systemie wartości. Pytanie brzmi: który system wartości ma być punktem odniesienia dla tej konferencji? Czy będzie to prawda wiary katolickiej, która jedyna nadaje sens cierpieniu i ofiarze? Czy będzie to laicka, liberalna narracja, która redukuje historię do „doświadczeń” i „pamięci”?Miliony osadników – ofiary czy zdrajcy?Artykuł mówi o „milionach ludzi – wysiedlonych ze Wschodu, ocalałych z Holocaustu, repatriantów i dobrowolnych osadników”, którzy „budowali nowe życie na gruzach cudzej kultury”. To opis jest emocjonalnie nasycony, ale intelektualnie naiwnny. Mówi o „gruzach cudzej kultury”, ale nie pyta, kto te gruzy stworzył. Mówi o „obcych napisach, obcych nagrobkach, obcych wspomnieniach”, ale nie pyta, dlaczego te napisy, nagrobki i wspomnienia tam były. Czyż nie były to ślady ludzi, którzy przez stulecia lub dłużej żyli na tych ziemiach? Czyż nie byli to Niemcy, którzy w 1945 roku zostali wysiedleni – często w sposób brutalny, bez prawa, bez nadziei?Artykuł nie stawia tego pytania, bo odpowiedź byłaby niewygodna. Wysiedlenie Niemców z Ziem Zachodnich i Północnych było jednym z największych etnicznych czyszczeń w historii Europy – czyszczenie, które odbyło się za zgodą aliantów i przy współudziale władz polskich. Nie chodzi o to, by negować cierpienie Polaków, którzy przybyli na te ziemie – ale chodzi o to, by nie ukrywać cierpienia Niemców, którzy zostali stąd wyrwani. Prawdziwa uczciwość historyczna wymaga uznania, że ofiarami byli i Polacy, i Niemcy – i że sprawiedliwość nie wybiera narodowości.Propaganda „Ziem Odzyskanych” a rzeczywistośćArtykuł kontrastuje „oficjalną narrację PRL-u” o „Ziemiach Odzyskanych” z „rzeczywistością”, która była „bardziej skomplikowana, bardziej ludzka i – paradoksalnie – bardziej fascynująca”. To klasyczny zabieg retoryczny: przeciwstawienie „propagandy” „rzeczywistości”, „schematów” „autentyczności”. Ale czy „rzeczywistość” jest zawsze lepsza od „propagandy”? Czy „autentyczne doświadczenie” jest zawsze wiarygodniejsze od oficjalnej narracji?Władze PRL-u miały swoje powody, by mówić o „Ziemiach Odzyskanych” – chodziło o legitymizację polskich granic, o uzasadnienie wysiedleń, o budowanie nowej tożsamości. Ale czy dzisiejsi krytycy tej narracji nie mają własnych powodów, by ją odrzucić? Czy nie chodzi im o to, by zdestabilizować polską tożsamość, otworzyć drogę do rewizjonizmu granic, podważyć prawo Polski do tych ziemi? Prawdziwa uczciwość historyczna wymaga, by zadać sobie to pytanie – i odpowiedzieć na nie szczerze.Konferencja w Sejmie – symbolika i rzeczywistośćFakt, że konferencja ma się odbyć w gmachu Sejmu RP, jest symboliczny. Sejm jest miejscem, gdzie podejmowane są decyzje polityczne – a nie miejscem, gdzie szuka się prawdy historycznej. Organizacja takiego wydarzenia w parlamencie sugeruje, że historia Ziem Zachodnich i Północnych ma być instrumentalizowana dla celów politycznych. Nie chodzi tu o prawdę – chodzi o narrację, która ma służyć konkretnym interesom.Wśród uczestników konferencji widzimy historyków, socjologów, pisarzy – ale nie widzimy przedstawicieli Kościoła katolickiego. A przecież to właśnie Kościół katolicki był jedyną instytucją, która w latach 1945–1989 dawała wiernym na Ziemiach Zachodnich i Północnych prawdziwe oparcie duchowe. To właśnie kościoły, kapłani, sakramenty pomogły milionom ludzi przetrwać trudne czasy. Pominięcie tego faktu jest nie tylko błędem historycznym, ale duchowym okrucieństwem.Sztuka zamiast prawdyKonferencji towarzyszyć będzie wystawa fotografii Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłki – autorów albumu „Nieswojość – Poniemieckie”. Sztuka jest ważna, ale nie może zastąpić prawdy. Fotografie mogą uchwycić „ślady przeszłości” i „relacje z dziedzictwem poniemieckim”, ale nie mogą odpowiedzieć na fundamentalne pytania: dlaczego Polacy przybyli na te ziemie? Co się stało z Niemcami, którzy tu żyli? Czy sprawiedliwość została wymierzona?Album „Nieswojość” sugeruje, że dziedzictwo poniemieckie jest czymś „nieswoim” – obcym, niebezpiecznym, trudnym do przyswojenia. Ale czyż nie jest to właśnie to dziedzictwo, które uczy nas pokory? Czyż nie przypomina nam, że i my sami byliśmy kiedyś obcymi na ziemiach innych narodów? Czyż nie uczy nas, że historia jest zawsze bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć?Brak perspektywy katolickiejArtykuł nie wspomina ani razu o roli Kościoła katolickiego w historii Ziem Zachodnich i Północnych. To fundamentalne pominięcie. Kościół katolicki był jedyną instytucją, która w latach 1945–1989 dawała wiernym na tych ziemiach prawdziwe oparcie duchowe. To właśnie kościoły, kapłani, sakramenty pomogły milionom ludzi przetrwać trudne czasy. To właśnie wiara katolicka dała im nadzieję, że ich cierpienie ma sens, że Bóg nie zapomniał o nich.Pominięcie tego faktu jest nie tylko błędem historycznym, ale duchowym okrucieństwem. Odmawia się tym ludziom prawdziwego uzdrowienia – pozostawiając jedynie „pamięć” i „sztukę”. Tymczasem prawdziwe uzdrowienie duszy jest możliwe tylko w Chrystusie i Jego Kościele – nie w konferencjach, nie w wystawach, nie w „uczciwym opowiadaniu historii”.Podsumowanie: prawda wymaga odwagiKonferencja o Ziemiach Zachodnich i Północnych zapowiada się jako ważne wydarzenie – ale czy rzeczywiście przyczyni się do prawdy? Czy stawia niewygodne pytania? Czy uwzględnia perspektywę katolicką? Czy nie będzie kolejnym przykładem instrumentalizacji historii dla celów politycznych?Prawda historyczna wymaga odwagi – odwagi do stawiania trudnych pytań, do konfrontowania się z własnymi błędami, do uznania, że historia jest zawsze bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć. Prawdziwa uczciwość historyczna nie polega na odrzucaniu „propagandy” na rzecz „rzeczywistości” – ale na poszukiwaniu prawdy w całej jej trudności, bez lęku przed konsekwencjami.Modlmy się za tych, którzy przybyli na Ziemie Zachodnie i Północne w 1945 roku – za Polaków, którzy szukali nowego życia, i za Niemców, którzy zostali wysiedleni. Modlmy się za prawdziwą sprawiedliwość – tę, która nie wybiera narodowości, nie szanuje granic, nie boi się prawdy. Bo tylko prawda – cała prawda, nawet ta niewygodna – może nas wyzwolić.<TAGS: Ziemie Zachodnie i Północne, konferencja Sejm, Tygodnik Powszechny, pamięć historyczna, dziedzictwo poniemieckie, zasiedlenie 1945, propaganda PRL, uczciwość historyczna, sztuka a prawda, Kościół katolicki a historia, wysiedlenie Niemców, etniczne czyszczenia, rewizjonizm historyczny, instrumentalizacja historii

Podziel się tym:

Za artykułem:
Ziemie Zachodnie i Północne – między pamięcią a współczesnością
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 03.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.