Artykuł Juliusza Pielichowskiego z „Tygodnika Powszechnego” (23 czerwca 2026) przedstawia karierę Łukasza Żala jako operatora filmowego, który „prowadzi widza przez pamięć, stratę i doświadczenie historii”. Tekst jest typowym przykładem kulturowej publicystyki, która z jednej strony dba o estetykę i narrację, z drugiej całkowicie pomija fundamentalne pytania o cel i przeznaczenie sztuki filmowej. Esej ten, choć napisany z wyraźną sympatią do polskiego kina, nie jest w stanie wyjść poza naturalistyczny opis zjawisk, nie docierając do ich duchowego rdzenia. W tym kontekście staje się kolejnym świadectwem kulturowej apostazji, w której narzędzia artystyczne są wykorzystywane do budowania narracji odartej od nadprzyrodzonego wymiaru.
Naturalistyczny opis faktów bez teologicznego komentarza
Pielichowski szczegółowo omawia ścieżkę kariery Żala – od etiudy „Mistrz świata” (2006), przez „Idę” (2013) i „Zimną wojnę” (2018), aż po „Strefę interesów” (2023), „Hamnet” (2025) i „Ojczyznę” (2026). Tekst notuje fakty zawodowe, współpracę z reżyserami (Pawlikowski, Glazer, Zhao) oraz osiągnięcia artystyczne. Jednak cała ta narracja pozostaje na poziomie czysto naturalistycznym: mówi się o „pamięci”, „stracie”, „doświadczeniu historii”, ale ani razu nie pojawia się pytanie, czy te pojęcia mają jakikolwiek wymiar duchowy. Dla integralnej wiary katolickiej pamięć nie jest tylko psychologicznym procesem – jest obowiązkiem zachowania prawdy o człowieku i jego zbawieniu. Strata nie jest jedynie emocjonalnym doświadczeniem – jest konsekwencją grzechu i odwrócenia od Boga. Historia nie jest zbiorem faktów – jest dramatem odkupienia. Pielichowskiego opis, pozbawiony tych kategorii, redukuje ludzkie doświadczenie do wymiaru czysto empirycznego. To nie jest błąd faktograficzny – to pominięcie, które demaskuje mentalność autora i całego środowiska, które reprezentuje.
Język wizualny jako sam cel – estetyzacja bez przeznaczenia
Artykuł podkreśla, Żal „buduje obrazy, które nie dekorują filmu, lecz prowadzą widza”. Mówi się o „czarno-białej estetyce”, „ascetycznej kompozycji”, „precyzji wizualnej”, „naturalnym świetle” i „subtelnych przejściach tonalnych”. Cały ten słownictwo jest językiem technicznym, który traktuje obraz jako samodzielną wartość. W perspektywie katolickiej sztuka nie jest celem samym w sobie – ma prowadzić do Boga, do prawdy, do piękna, które jest transcendentalem. Św. Pius X w Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „Kościół nie jest zdolny skutecznie obronić etyki ewangelicznej, ponieważ niezmiennie trwa przy swych poglądach, których nie można pogodzić ze współczesnym postępem” (propozycja 63). Pogląd ten zakłada, że sztuka musi ewoluować niezależnie od doktryny, że estetyka jest autonomiczną dziedziną. Opis twórczości Żala wpisza się w tę narrację: obraz jest „narzędziem refleksji”, ale refleksji o czym? O „naturze ludzkiej obojętności” („Strefa interesów”), o „doświadczeniu straty” („Hamnet”), o „pamięci i tożsamości” („Ida”). To są tematy ludzkie, ale pozbawione wymiaru nadprzyrodzonego. Refleksja, którą proponuje Żal, jest refleksją w próżni – bez nadziei, bez zbawienia, bez sensu poza samym sobą.
Milczenie o Holokauste – obojętność wobec zła
Najbardziej symptomatyczny jest fragment poświęcony „Strefie interesów” (2023) Jonathana Glazera. Pielichowski opisuje, że twórcy „świadomie unikali efektownego stylizowania obrazu” i „nie próbowali ilustrować zbrodni”. Mówi się o „codzienności, w której zbrodnia pozostaje niemal niewidoczna, choć jest przecież nieustannie obecna”. Opisano dom komendanta Auschwitz jako „miejsce spokojne, uporządkowane i pełne rodzinnego ciepła”, gdzie „w tle zwyczajnych scen rodzinnych słyszymy odgłosy strzałów, krzyków i pracy krematoriów”. To jest obraz skuteczny artystycznie, ale pozbawiony jakiegokolwosu osądu moralnego. W perspektywie katolickiej Holokaust nie jest tylko „doświadczeniem historycznym” – jest ostatecznym wyrazem zła, które jest konsekwencją odrzucenia Boga i Jego prawa. Św. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) przypomina, że „gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Pielichowski nie tylko nie wyciąga tych wniosków – wręcz zaprzecza im, przedstawiając Holokaust jako temat do artystycznej eksploracji, a nie do duchowego osądu. To jest duchowa obojętność, która nie jest mniej groźna niż sama przemoc.
„Powojenna trylogia” bez powojennego pokój
Artykuł wprowadza pojęcie „powojennej trylogii” Pawlikowskiego i Żala – „Ida”, „Zimna wojna” i „Ojczyzna”. Tekst podkreśla, że filmy te „dopełniają się na gruncie estetyki obrazu na niezwykle spójny cykl”. Jednak to „dopełnienie” jest wyłącznie formalne. Pielichowski nie zadaje pytania, jaki jest sens tej trylogii. Czy jest to opowieść o odkupieniu? O nadziei? O pokutie? Nie. To jest opowieść o „pamięci”, „tożsamości”, „samotności” – kategoriach psychologicznych, nie teologicznych. Św. Paweł w Liście do Rzymian (6,13) wzywa: „przestańcie oddawać członki wasze jako broń niesprawiedliwości grzechowi, lecz oddajcie siebie Bogu jako ożywłych ze umarłych i członki wasze jako broń sprawiedliwości Bogu”. Żadnego tego nie ma w narracji Pielichowskiego. „Powojenna trylogia” jest trylogią bez Ducha Świętego – opowieścią o ludziach, którzy nie mają nadziei poza samą pamięcią.
Światło bez źródła – technika bez duchowości
Szczególnie wyczerpujące są fragmenty poświęcone „Hamnetowi” (2025). Pielichowski opisuje, że Żal „wykorzystuje naturalne światło” – „świece, ogień kominków oraz światło wpadające przez niewielkie okna”. Tekst podkreśla, że „taki sposób filmowania pozwala stworzyć atmosferę bliskości i intymności”. W perspektywie katolickiej światło jest symbolem Boga – „Ja jestem światłem świata” (J 8,12). Św. Jan Paweł II (nie uznawany za świętego przez sedewakantystów, ale cytowany tu jako wyraz powszechnej opinii Kościoła przed 1958 r.) w liście apostoliskie Novo millennio ineunte (2001) nie jest źródłem nauczania, ale sam fakt, że Pielichowski nie potrafi odróżnić światła naturalnego od światła duchowego, świadczy o głębokiej duchowej analfabetyzacji. Żal jest „mistrzem światła” – ale światła, które nie prowadzi do Źródła. To jest światło, które iluminuje, ale nie ogrzewa. Światło, które pokazuje, ale nie zbawia.
Polska szkoła operatorska – sukces bez misji
Artykuł kończy się refleksją o „polskiej szkole operatorskiej”, która „rozwinęła ponadprzeciętną umiejętność opowiadania wizualnego”. Pielichowski wymienia Janusza Kamińskiego, Sławomira Idziaka, Andrzej Sekułę i Pawła Edelmana jako mistrzów, którzy „współtworzyli wiele z najgłośniejszych i najistotniejszych obrazów drugiej połowy XX wieku”. To jest prawda historyczna, ale nie wyczerpuje pytania o sens tej sztuki. Jeśli polskie kino jest „bardziej artystyczne niż rzemieślnicze”, to czy jest również bardziej duchowe? Czy te „najgłośniejsze obrazy” niosą ze sobą posłanie, które wykracza poza estetykę? Pielichowski nie zadaje tego pytania. Dla niego sukces artystyczny jest samodzielną wartością. To jest mentalność, która Pius XI w Quas Primas określił jako „zeświecczenie” – usunięcie Chrystusa z życia publicznego i prywatnego. Żal i jego nauczyciele są mistrzami, ale mistrzami w służbie kulturowej modernizmu, który zastąpił duchowość estetyką.
Zakończenie: obraz bez ognia
Łukasz Żal jest, jak przystało na operatora, mistrzem światła. Ale światło bez ognia jest zimne. Obraz bez duchowości jest pusty. Pielichowski napisał artykuł o sztuce, która „prowadzi widza” – ale nie powiedział, dokąd. W perspektywie integralnej wiary katolickiej sztuka, która nie prowadzi do Boga, nie spełnia swojego przeznaczenia. Św. Pius X w Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed „modernistami, którzy redukują wiarę do uczucia religijnego i subiektywnego przeżycia”. Żal nie jest modernistą – jest artystą. Ale jego sztuka, pozbawiona duchowego wymiaru, staje się formą naturalistycznego opisu rzeczywistości, który nie potrafi wyjść poza empirię. To nie jest wina Żala – jest wina środowiska, które go formowało i które reprezentuje. „Tygodnik Powszechny” jest częścią tego środowiska – kulturowej instytucji, która zastąpiła duchowość estetyką, a modlitwę – krytyką artystyczną. Czytając ten artykuł, widzimy obrazy – ale nie widzimy Chrystusa. A to jest najważniejsze.
Za artykułem:
Łukasz Żal: mistrz obrazów, które prowadzą film (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.06.2026



